The playground

More information here

Recenzja filmu: „American Fable”

dzięki uprzejmości Festiwalu Filmowego SXSW popularny na Variety marzycielski thriller Anne Hamilton powinien zaoferować reżyserowi paszport za większe rzeczy. Jeśli imitacja jest rzeczywiście najszczerszą formą pochlebstwa, to „amerykańska Bajka” Anne Hamilton rejestruje się jako wymownie skonstruowana walentynka dla Guillermo del Toro, którego „labirynt Pana” zapewnia jej filmowi jego przerażający kręgosłup. Wspaniale nakręcony, z poczuciem śmiałości […]
dzięki uprzejmości Festiwalu Filmowego SXSW

popularny na Variety

marzycielski thriller Anne Hamilton powinien zaoferować reżyserowi paszport za większe rzeczy.

Jeśli imitacja jest rzeczywiście najszczerszą formą pochlebstwa, to „amerykańska Bajka” Anne Hamilton rejestruje się jako wymownie skonstruowana walentynka dla Guillermo del Toro, którego „labirynt Pana” zapewnia jej filmowi jego przerażający kręgosłup. Wspaniale nakręcony, z poczuciem śmiałości i werwy, który przeczy zieleni Hamiltona do kręcenia filmów, jest to debiut oczywistej obietnicy, chociaż jego historia nigdy nie wznosi się do poziomu jego rzemiosła. Premiera w programie Experimental Visions na SXSW, ta opowieść o farmerskiej intrydze widziana oczami marzycielskiego 11-latka ma tyle samo wspólnego potencjału, co wiele z rzekomo bardziej komercyjnych zgłoszeń w konkursie narracyjnym, choć ostatecznie może najlepiej funkcjonować jako paszport do większych rzeczy dla utalentowanego młodego reżysera.

wprowadzenie Hamiltona do filmu nastąpiło dzięki stażu z Terrence ’ em Malickiem na planie „Drzewa Życia”, a wąsy reżysera są widoczne od pierwszego ujęcia, dramatycznie mdlejący widok młodej dziewczyny goniącej kurczaka przez potworne połacie łodyg kukurydzy. Dziewczyna jest Gitty (Peyton Kennedy, doskonała), pomysłowa, pozbawiona przyjaciół uczennica dorastająca na farmach Wisconsin. Jest rok 1982 i podsłuchane przemówienia Ronalda Reagana stawiają nas na początku kryzysu na farmie, jego powaga podkreślona przez przekazywanie wzmianek o wysypie samobójstw w mieście.

Gitty uwielbia swojego ojca, słonego Abe ’ a (Kip Pardue), który robi wszystko, by odwrócić jej uwagę od faktu, że grozi im utrata farmy. Jej matka-pracownik fabryki (Marci Miller) jest w ciąży z trzecim dzieckiem, a starszy brat Gitty, Martin (Gavin MacIntosh), jest badaczem niezrównoważonej, niemodulowanej złośliwości.

przemierzając pola uprawne na rowerze, dokonuje zaskakującego odkrycia: zamknięty w nieużywanym silosie jej rodziny jest brudny, ale kosztownie ubrany mężczyzna, nazywający się Jonathan (Richard Schiff), który twierdzi, że spędził wiele dni bez jedzenia. Mimo że nie zna szczegółów, Jonathan jest deweloperem, który wykupuje farmy w okolicy, a Gilly nie musi długo przeczuwać, że jej własna rodzina odegrała pewną rolę w tym porwaniu. Gdy zaczyna przynosić mu jedzenie i książki, nawiązują więź, a Gitty zjeżdża w dół przez małą dziurę w dachu silosu na lekcje szachów i sesje czytania.

w międzyczasie ojciec Gitty ’ ego prowadzi tajemniczy interes z kobietą Mefistofelejską o imieniu Vera (Zuleikha Robinson), a Gitty zaczyna doświadczać wizji odzianej na czarno, rogatej kobiety idącej konno przez wieś. Te niepewne wypady w mitologiczną sferę-osiągając gorączkowy szczyt z krzykliwą sekwencją snów-wydają się dziwnie słabo rozwinięte, na przemian tajemnicze i niepotrzebnie oczywiste, z długim montażem towarzyszącym recytacji Yeatsa „Drugie Przyjście”, pierwszorzędnego przykładu tego ostatniego.

jednym z najmocniejszych wskazówek, jakie Hamilton bierze z „labiryntu Pana”, jest jednak decyzja, aby pozwolić Gitty ’ emu na dyktowanie po.o.v.własnej lojalności i nieporozumień. Kennedy ably nosi film na plecach, promieniując pewnością siebie, zachowując jednocześnie zasadniczą naiwność i wrażliwość; jej wiele scen zaglądania przez drzwi do rozmów, których nie do końca rozumie, jest pięknie odtwarzanych. Jednak nawet biorąc to pod uwagę, intryga w centrum filmu NIGDY nie ma sensu, a ostateczny dylemat etyczny Gitty – czy zostawić Jonathana swojemu losowi, czy narażać własną rodzinę-nigdy nie przychodzi z właściwą pilnością. Nie pomaga wprowadzenie kilku zbyt wielu obcych elementów, zwłaszcza emerytowanego policjanta Marge Gunderson (Rusty Schwimmer).

pracując z d.p. Wyattem Garfieldem, Hamilton fotografuje wiejski krajobraz z transformującym okiem. Te pola uprawne nie są zakurzonymi przestrzeniami, ale raczej wilgotnymi, niemal pierwotnymi dżunglami; poszczególne ramy ze scen nocnych w rodzinnej stodole mogą być z łatwością olejnymi obrazami Narodzenia Pańskiego. Więcej niż tylko Katalogowanie ładnych ujęć, Hamilton buduje aresztującą aurę zdumienia i przerażenia, której nawiedzająca, drażniąca partytura Ginggera Shankara jest bardzo kawałkiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.